Goło i wesoło

Postanowiłem przyjrzeć się nowemu dziecku Google, oczywiście nie dałem mu swojego systemu a zainstalowałem w wirtualnej maszynie i powiem szczerze lepiej zrobić nie mogłem bo Google Chrome to mały żart z prywatności i bezpieczeństwa a jeżeli chodzi o możliwości to jest po prostu goły, nie minimalistyczny jak twierdzi Google, goły.

Zacznijmy od zwykłego odczucia z przeglądania. Jak najbardziej pozytywne, szybkie ale wyłącznie dla aplikacji Google, z resztą stron radzi sobie wcale nie lepiej niż Firefox. Wynika to zapewne z tego, że własne strony są już zoptymalizowane pod własną przeglądarkę. Pozytywnie działa rozdzielenie zakładek na procesy, w czasie godzinnego testu prawie nie udało mi się zawiesić całej poza jednym momentem gdy na jaw wyszła jedna z pierwszych niedoskonałości Chrome czyli pazerność na pamięć. Przy 10 zakładkach z łatwością zjadał ponad 300MB co przy całej pamięci wirtualnej maszyny ( 256 MB ) odbiło się niemiłosiernie na wydajności. Ogólnie goło i wesoło, brakuje wielu dodatków bez których jest raczej ciężko.
Niestety nie ma żadnej możliwości zarządzania Java Script. NoScript dla Firefox jest podstawowym dodatkiem instalowanym przez większości użytkowników. W Chrome nie można nic zrobić z JavaScript, co już zakonczyło się tragicznie poprzez tzw. clickjacking. Problem naprawiony, nie ma się co martwić, Sun też wypuścił nową wirtualną maszynę. Rozumie, ze Chrome to przede wszystkim JavaScript, ale choćby mała możliwość włączania / wyłączania zmieniła by dużo, nie mówiąc o whitelist.
Hasła z formularzy, które pozwolimy aby Chrome przechowywał są trzymane w zwykłych plikach tekstowych bez żadnego zabezpieczenia i w każdym momencie przy użyciu dowolnego edytora tekstu możemy sobie je po prostu odczytać.
Jednak jest jedna rzecz, która po prostu nie dała by mi spać. Słyszałem o tym ale chciałem sam sprawdzić, uruchomiłem Wireshark i spojrzałem co jeszcze Chrome przesyła i okazało się, że po prostu wszystko co wpisujemy w pasek adresowy. Podobno ma to usprawnić wpisywanie, wyszukiwanie stron i być wspaniałym dodatkiem ale …. przepraszam bardzo, razem z podejrzanym EULA to oznacza że każdy wpisany adres jest przetwarzany przez maszyny Google. Powiedzmy sobie szczerze że Google to korporacja, która zarabia prawie wyłącznie na reklamach i wraz z logowaniem całej naszej działalności na stronach www, mają wyśmienity kawałek do sprzedaży, zresztą Google wcale nie zaprzecza, wręcz przeciwnie. IE8 też chce wszystko logować, ale zawsze myślałem ze Google to jednak nie drugie Microsoft, widać myliłem się.

Są także fajne rzeczy, robak kręcący się w kółko informujący że strona ładuje się. Na początku, gdy sprawdzany jest DNS i nawiązywane jest połączenie robi mały obrót w tył. Ot przyjemne.

W imię tych i wielu innych zarzutów w stosunku do Chrome powstał u naszych zachodnich sąsiadów Iron czyli Chrome bez szpiegów.